LANCOME HYPNOSE

Perfum marki Lancome nikomu przedstawiać nie trzeba. Są to zapachy znane, lubiane, ogólnie dostępne i przyzwoite. 
Te, które cenię najbardziej to Lancome TRESOR MIDNIGHT ROSE oraz bajeczne Lancome TRESOR LA NUIT. Zupełnie nie zrozumiały jest natomiast dla mnie fenomen Lancome LVEB. 
Lancome HYPNOSE według mojego nosa uplasował się gdzieś pośrodku między tymi kompozycjami. Nie jest to zapach na punkcie którego można oszaleć, ale i nie przyprawia o mdłości. I pomimo swej z pozoru niczym nie wyróżniającej się urody, mocno trzyma się na rynku perfumeryjnym od ponad dziesięciu lat. W czym tkwi jego sekret?



Lancome Hypnose to jedne z pierwszych waniliowych perfum, które poznałam. Pamiętam, jak bardzo mi się te kilka lat temu spodobały. Byłam wprost zachwycona, czując tę mięciutką, pyszną wanilię. Do dnia dzisiejszego powstało jednak wiele innych, niejednokrotnie lepszych kompozycji z wanilią w roli głównej i Hypnose uległ powolnemu, nieubłaganemu zapomnieniu. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby o nim przypomnieć.

Wanilia w Hypnose płynie powolnym strumieniem, nie rozbija się o fale, nie tonie, nie próbuje desperacko utrzymać się na powierzchni. Płynie z nurtem, swobodnie unosi się na tafli wody.  
Jest spokojna, cicha i dumna. Rozmarzona. Zdaje sobie sprawę, że bez niej zapach by nie przetrwał, że to tylko dzięki jej pięknie wciąż jest obiektem pożądania. Jaśmin nadaje woni lekko cierpkiego posmaku, krąży wokoło, czai się po kątach. Jest wstydliwy, oblewa się rumieńcem, gdy tylko zauważa swą mimowolną, prawie nieuchwytną przewagę.
Baza kompozycji to wanilia zasypiająca w objęciach syropu o zapachu passiflory.

Wąchając Hypnose czuję, jak spowalnia upływ czasu. Rozleniwia mnie on i tuli, słodko szepta do ucha. Nie sposób odmówić mu urody, ale jest to raczej miła i uśmiechnięta dziewczyna aniżeli np. zadziorna famme-fatale. Za sprawą naprawdę ciepłej, miękkiej i wysublimowanej wanilii połączonej z nutką jaśminu i w fazie końcowej passiflorą zapach jest przyjemny w odbiorze, ładny, prosty, plastyczny i harmonijnie układający się na skórze.

11 komentarzy :

  1. A na mojej skórze wanilii jest bardzo mało, mocniej za to czuję passiflorę i wetywerię. No i z tej całej trójki najbardziej lubię Hypnose :) Ale gdyby tak wróciły stare, dobre Tresor, to jeszcze bym się zastanowiła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam poprzedniej wersji Tresor, w aktualnej przeszkadza mi nuta brzoskwini z metalicznym, chemicznym posmakiem.
      Z kolei Hypnose wybija na mnie prawie samą wanilię :)

      Usuń
  2. Trasie to zapach mojej mamy, uwielbiam! A Hypnose niestety nie znam w ogóle.

    OdpowiedzUsuń
  3. W zapachu Hypnose jest coś, co mnie drapie, uwiera, drażni i ogólnie daje wrażenie wysychającej śluzówki. To Panna Passiflora, przepiękny kwiat w naturze właściwie nie pachnący niczym. Ale jako nuta w perfumiarstwie dla mnie nie do zniesienia i unikam jej, od kiedy doszłam,że w kilku innych wodach też uniemożliwia mi beztroskie cieszenie się ich aromatem.
    Zaś z rodziny Lancome bardzo lubię i cenię Poeme, dużo przyjemności daje mi Miracle, podobają mi się też świeżaczki O d'Azur i O d'Orangerie, ale tych dwóch ostatnich nie mam i raczej mieć nie zamierzam.
    Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupełnie się nasze gusta różnią - ja nie znoszę zarówno Poeme jak i Miracle ;) Passiflora z kolei zupełnie mi nie przeszkadza, lubię jej zapach jak i smak (ostatnio piłam drinka w którym min.znajdował się syrop o jej smaku - pycha!) :)

      Usuń
  4. Sam wygląd flakonu hipnotyzuje ;) Zapachu nie znam, ale musi być ciekawy :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest ciekawy, mój ulubiony!
      fajny blog, pozdrawiam, kasia

      Usuń
    2. Dzięki :) Powąchaj, zachęcam :)

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Jest mięciutka i słodka, troszkę egzotyczna. Przetestuj Hypnose to się przekonasz :)

      Usuń