Burberry My Burberry EDT

Na celowniku kolejny zapach w wersji toaletowej. Ostatnio mam na nie szczególną ochotę :)

Kiedy po raz pierwszy spryskałam swój dekolt My Burberry EDT, poczułam wyzwalające się we mnie endorfiny szczęścia. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia w lustrze, puściłam do siebie oko, po czym włączyłam muzykę, regulator głośnika nastawiłam na maksimum i zaczęłam tańczyć po mieszkaniu jak szalona. 
Tak działa My Burberry!



My Burberry EDT nosi szalona, rudowłosa czterdziestolatka, właśnie zakochana w młodszym od siebie mężczyźnie, nieco nieśmiałym, jednocześnie zbuntowanym. Jej pogodne usposobienie nie pozwala jej na ustatkowanie się, nie uzależnia swojego poczucia wartości od posiadania męża czy dzieci. Lubi czuć się wolna i niezależna, nikomu nie potrzebna i niczemu nie podporządkowana. Samolubna i szczęśliwa. Drwiąca z kobiet pchających wózek z rozwrzeszczanym dzieciakiem w środku, będących dla niej symbolem przegranej. Kobieta My Burberry jest piękna, bystra i zakochana w życiu!



Ciepły, mokry mech pokrywa swym cieniem kwiaty - cały bukiet nieznośnie pięknych, słodkich i uwodzicielskich kwiatów. Otula je swym czarem, zalotnie z nimi obcuje. Ich aromat użyty w My Burberry EDT jest tak ciepły, zmysłowy, tak naturalny, że zamykając oczy, czuję, jakbym właśnie przestąpiła próg kwiaciarni. Ich świeżość i elegancja uderza w me nozdrza i sprawia, że tak - podoba mi się to, co czuję. Świeżo ścięte łodygi białych róż, kwitnące bukiety anturium, a między nimi ukryte drobniutkie margaretki. Perfumy są mocno kwiatowe, jednak w bardzo nowoczesnym wydaniu - muśnięte mchem, może i piżmem, lekkie, słodkie i naturalne. 

Design flakonu opiera się na wizerunku klasycznego płaszcza Burberry - koreczek wyglądem swym przypomina jego guzik, a beżowo-złoty kolor flakonika nawiązuje do barwy płaszcza.

Dodatkowo wspomnieć muszę o kampanii - uwielbiam Kate Moss od zawsze. Nigdy żadne sensacje na jej temat nie wzbudziły we mnie zniechęcenia jej osobą. Cenię jej niepowtarzalny i niezmienny wizerunek, któremu jest wierna od wielu lat, jej nonszalancję, wdzięk, luz i seksowność. Cara Delevigne może się od niej uczyć :) Cała kampania jest bardzo spójna, oddaje charakter zapachu, jak i marki. My Burberry EDT to produkt dopracowany w szczegółach, luksusowy i nowoczesny. Mam nadzieję, że szybko nie zniknie z półek :)

5 komentarzy :

  1. Czekałam na recenzję tego zapachu. Wpadł mi w nos jakiś czas temu i cały czas gdzieś krąży dokoła walcząc o zakup z lalique (którym zresztą zainteresowałam się wyłącznie dzięki Twojej recenzji). My Burberry-my dream :) pozdrawiam E.K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że czekałaś :) Pamiętałam :)

      Usuń
  2. Dla mnie jest zbyt...kwaśno (lubię słodziaki), ale ma "styl" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wręcz uwielbiam słodziaki! Ale czasem dla odmiany coś innego też lubię, tak dla smaczka :)

      Usuń
  3. Jestem kompletnie zakochana w tym zapachu. Czuje się w nim tak zmysłowo i sexownie :-) tego zapachu szukałam przez wiele lat! Genialnie współgra z moją skórą....CUDO! Co chwilę słyszę "jak ty pięknie pachniesz" :-)

    OdpowiedzUsuń