Viktor&Rolf Flowerbomb La Vie En Rose 2014

Kochając Flowerbomb miłością potężną, z wielkim zaciekawianiem sięgnęłam po jej różaną odmianę La Vie En Rose. Spodziewałam się perfum podobnych do klasyka - mocnych, ciężkich, słodkich, a jednocześnie dzięki róży przestrzennych i ultra kobiecych. Różana odmiana Flowerbomb troszkę mnie jednak rozczarowała.




Najczęściej rozczarowują mnie te zapachy, po których wiele się spodziewam. Wyobrażam sobie jak pięknie będą pachnieć, wręcz czuję je, zanim jeszcze wezmę falkon do ręki. Nie inaczej postąpiłam z Flowerbomb La Vie En Rose. Spodziewając się cudów, otrzymałam ...

Porównując La Vie En Rose do klasyka, kompozycja ta wyróżnia się nieśmiałością i ulotnością. Odnoszę wrażenie, że mocno kryje się w cieniu swego pierwowzoru, w strachu przed jego nieokiełznaną mocą nie śmie chcieć być zauważona. Pozostaje wątłym duchem samej siebie, odcinając się grubą linią od pierwowzoru, którego domeną była trwałość, głębia silnych, mocarnych akordów oraz elegancki, słodki ogon. 

Flowerbomb La Vie En Rose otwiera się cytrusem przełamanym jaśminem. Początek to rześka, lekka i musująca lemoniada. Po kilku minutach na wierzch wychodzi ciemnoczekoladowe paczuli, grając z pobladłym cytrusem w chowanego. Na zmianę dominuje to jeden z tych akordów, to zaś drugi. Wyścig wygrywa nuta kwaśna, do której powoli zbliża się delikatna różyczka. Nie jest to jednak aromat gęsty i konfiturowy, a jasny i świeży. Tuż obok kroczy piękna orchidea, muskając skórę swą ciepłą słodyczą.

U schyłku kompozycji znów wyczuwam gęste, słodkie paczuli - tak dobrze nam znane z klasyka, połączone z delikatnym, różanym aromatem. Całość jednak nie prezentuje się tak dobrze - La Vie En Rose przez całą projekcję tli się bardzo delikatnie i umiarkowanie. Ciemna słodycz ustępuje pola nutom świeżym i kwiatowym. 

W moim odczuciu La Vie En Rose to wersja pozbawiona kłów i pazurów klasycznego Flowerbomb. Odarta z jego energii, wyprana z esencjonalności. Pachnie tak jasno, tak delikatnie i tak..krótko. 
Zapach gdyby był osobna produkcją podobał by mi się o wiele bardziej. Jako wersję Flowerbomb  oceniam go niżej, z uwagi na (zbyt?) wysoko postawioną poprzeczkę przez klasyka.

2 komentarze :

  1. Kocham obie wersje, bardzo podoba mi się klasyczna Flowerbomb - jest charakterna, mega kobieca i bardzo nietuzinkowa, uwielbiam ją czuć na sobie. Ale jeśli o wersję różaną - ona także mnie uwodzi, wydaje mi się jednak że cały jej urok najlepiej ujawnia się w ciepłe dni. Wiosną i latem, kiedy testowałam te perfumy, zapach rozwijał się niesamowicie. Budziłam zainteresowanie nosząc je na sobie i w nich także czuję się doskonale, są bardziej lekkie i frywolne, ale naprawdę udane. Nie mam pojęcia jak rozwinęłyby się teraz przy aktualnej aurze..., podejrzewam że pewnie trochę słabiej, myślę, że im potrzebne jest ciepełko i leciutki wietrzyk... Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że masz rację - zupełnie inaczej rozwinąłby się ten zapach podczas pięknego, słonecznego dnia. Niestety przekonam się o tym dopiero za pół roku :)

      Usuń