Viktor&Rolf FLOWERBOMB

Spotkałam się z opiniami, że Flowerbomb to zapach, który trafia w gust absolutnie wszystkich, ponieważ jest on pospolity i łatwy w noszeniu. Zazwyczaj coś, co podoba się wszystkim jest tak naprawdę do niczego. Nie w przypadku tego pachnidła. Nie dziwne, że jest on popularny, wręcz rozchwytywany - wyróżnia go bowiem wspaniała trwałość, cudownie otulające nuty, rewelacyjny flakon... To jednak nie wszystko, gdyż zapach ten to prawdziwa bomba olfaktorycznych doznań! 



Oto przyjaciółka wita mnie serdecznym pocałunkiem w policzek i zaprasza do siebie na filiżankę mocnej herbaty. Jej wymuskany dom pachnie świeżością - na nocnym stoliku błogo kwitną śnieżnobiałe orchidee, w rogu pokoju majestatyczny pąk burgundowych róż wypuszcza swój ciepły aromat. Uśmiech przyjaciółki rozjaśnia przestrzeń, jej entuzjazm dodaje mi energii. Siadamy na miękkiej sofie, wokół nas unoszą się zapachy parującej bergamotowej herbaty oraz mnóstwa kwiatów. Najlepsze jednak dopiero przed nami - oto przyjaciółka częstuje mnie muskającym podniebienie puszystym deserem o smaku toffi, polanym ciepłą, gorzką czekoladą. Aromaty i smaki łączą się ze sobą, wirują w powietrzu, wprawiają mnie w niebiański nastrój. Rozkoszuję się tą karmelową słodyczą przełamaną gorzką herbatą oraz świeżą bergamotą.

Pierwsze co przychodzi mi na myśl, to że zapach Flowerbomb jest mega kobiecy. On tą kobiecością wprost kipi. Ma w sobie czułość, delikatność, niesamowitą zmysłowość i elektryzm. Mimo że zalicza się do kategorii kwiatowej, a jego nazwa do kwiatów nawiązuje, to nie jest to typowo świeża i delikatna kompozycja. Bukiet w niej zawarty to nie białe lilie czy piwonie, a przede wszystkim mocne i słodkie orchidee oraz ciemne i czekoladowe paczuli. 

Noszenie go sprawia, że zakochuję się w życiu. I w sobie. Już nie zaprzątam sobie głowy rzeczami, na które nie mam wpływu. Niczym szaleniec, zachowuję się w sposób bardzo niezrozumiały - uśmiecham do obcych mi ludzi, zwierząt, drzew, całego świata. A przy tym odkrywam, jaką sprawia mi to przyjemność.
Perfumy Flowerbomb to dziś produkt wielce deficytowy. Pachną dojrzale, elegancko i zmysłowo, nie są nachalne dla otoczenia, za to na skórze wyczuwalne nawet do 12 godzin. Zapach ten jest według mnie wymuskany i dopracowany w każdym detalu. Obłędny!

7 komentarzy :

  1. Bardzo lubię ten zapach, jednak mój mąż ich nie znosi nas czym ubolewam, gdy tylko przetestuje go w perfumerii z nadzieja, że może tym razem mu się spodoba.... Moja wiara szybko pryska i za nic nie chce się do nich przekonać :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Perfumy Tobie powinny sprawiać przyjemność a nie mężowi :) Ja bym nie patrzała na jego upodobania tylko je nosiła :)

      Usuń
    2. Hih otóż to, nie przejmuj się i noś. Jakbym miała sprostać wymaganiom męża (lubuję się w Tomku Fordzie i drogich niszach, które sam używa), to bym zbankrutowała, chcąc kupić coś dla siebie :)

      Usuń
  2. jaka fajna recenzja! ps. a czy myślisz, że jest on podobny do ck euphorii, bo wielu tak pisało?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :* :)
      Dla mnie absolutnie Flowerbomb nie przypomina Euphorii, którą zresztą też bardzo lubię. To zupełnie różne zapachy, jak na mój nos ;)

      Usuń
  3. Przyjemniaczek z tego Flowerbomb, kusisz Perfumoholiczko :)

    OdpowiedzUsuń