Nina Ricci L'Extase

Tonę, tonę, w bezbrzeżnym potoku dusznego jaśminu. Strumień ten, płynący gdzie mu się podoba, wywołuje niepokój, drażni, być może nawet irytuje, nic nie zmieni jednak jego biegu....



Zapach otwiera się karmelową słodyczą podszytą intensywnym aromatem jaśminu. Jest zatem na początku dość słodko, przyjemnie, z domieszką wytrawnej, kwiatowej woni. Do duetu dołącza soczysta i kwaśna bergamotka. Szkoda, że słodycz karmelu nie ciągnie się przez całą projekcję zapachu, a gdzieś w połowie umyka. Ospale odparowując ze skóry, pozostawia na niej łunę złożoną wyłącznie z bergamoty oraz jaśminu.
Końcówka pachnidła to woń przypominająca landrynki, takie trochę przeleżane i kwaskowate, pozbawione pierwotnego smaku.

Perfumy L'Extase początkowo bardzo mi się podobały, karmelowa słodycz rozkwitała na mojej skórze, czyniąc zapach zmysłowym i ciepłym. Z czasem niestety zaczęło robić się coraz kwaśniej, gnuśniej i, niestety - sztampowo. Jaśmin otoczony jest jakąś wyblakłą poświatą, a bergamota wydziela zbyt kwaśne soki. Nuty karmelowe natomiast, tak intensywnie otwierające zapach, giną pod ostrzałem kwiatów i cytrusów. Po trzech godzinach czuję, że nieuchronnie zbliża się koniec zapachu. 


W efekcie powstało pachnidło nie należące ani do kategorii gourmand, ani do świeżej. Puzzle tej zapachowej układanki nie do końca do siebie pasują, obcierają się o siebie zbyt mocno, coś w nich ewidentnie skrzypi i uwiera. I choć starają się ze wszystkich sił udawać, w jakiej zgodności żyją, to każdy patrząc na nie widzi ich niedopasowanie.

Perfumy świetnie wpisują się natomiast w naszą jesienną aurę - trochę otulą swym ciepłem, dodadzą energii za sprawą ostrzejszych tonów. Nie skreślam ich całkowicie, nie są według mnie zapachem kompletnie nienoszalnym, ich niezdecydowanie oraz gryzące się ze sobą nuty nie zachwyciły mnie po prostu.

L'extase - ta wdzięczna, zmysłowa nazwa wraz z piękną Laeticią Casta kusząco wijącą się na prześcieradle to nic innego jak zaplanowany zabieg marketingowy mający na celu skuszenie odbiorcy aluzją do seksu. Zapach nie jest jednak w żaden sposób zmysłowy ani kuszący. Opiera się na prostej konstrukcji i wyczuwalnie syntetycznych akordach. 


2 komentarze :

  1. To, co mnie najbardziej denerwuje w reklamach perfum to właśnie wszechobecna pościel...
    Jako stała czytelniczka chcę Ci bardzo podziękować za tego bloga!
    Zawsze robię tzw. testy ekstremalne :) na podstawie nut zapachowych i recenzji (w tym Twoich), więc selekcja jest tu ważna. Potem kupno w ciemno + testy globalne. Doświadczenia są niesamowite (zarówno z pachnidłami, które mi przypadają do gustu i z tymi, które nie). Jak dla mnie - zapach trzeba przeżyć, a nie tylko poczuć.
    Laura

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło - dziękuję!
      Gratuluję świadomego podejścia do zakupu perfum, pozdrawiam :)

      Usuń