Tom Ford White Patchouli

Ukryci pośród sennych marzeń, toną w swych objęciach zmęczeni kolejnym dniem. Oboje temperamentni i dynamiczni, nie pozwalają się zdominować drugiej stronie. Ich kłótnie bywają naznaczone słowami ostrymi niczym brzytwa, nie brak w nich bólu i upokorzeń. Niszczą się wzajemnie, jednocześnie nie potrafiąc żyć bez siebie. Jaśmin z mchem - para kochanków zanurzona w niewinnej bieli.


Wąchając perfumy Tom Ford White Patchouli przed oczyma wizualizuję sobie właśnie tak burzliwy i toksyczny związek, pełen emocji, rozstań i powrotów. Zapach rozpoczyna się szorstkim, szyprowym i gryzącym aromatem mchu zmiksowanym z jasnymi kwiatami, na czele z jaśminem. Towarzysząca im spora ilość piżma rozjaśnia kompozycję, a suche drewno ją uszlachetnia. Tylko tej paczuli jak na złość nie wyczuwam wcale. Zamiast niej wybija się zapach lasu po deszczu rozjaśniony cytrusowym akcentem. Zapach do tego momentu przypomina zmiksowane Soir de Lune Sisley z Eau des Merveilles Hermesa.

White Patchouli to w moim odczuciu kwintesencja szypru, przynajmniej w pierwszej połowie jego projekcji. Później jest już niestety coraz gorzej, szypr powoli blaknie na rzecz intensywnej woni białych kwiatów oraz jędrnej, gorzkawej bergamotki. Odcienie mchu i lasu również giną pod wpływem ciężkości bukietu. Białe kwiaty, a zwłaszcza jaśmin bawi się z pięknym, suchym mchem w chowanego.


Baza koncentruje się już wyłącznie na jaśminie, w gorzkawej i cytrusowej oprawie. Trwa na skórze wiele godzin, pachnąc intensywnie i nieprzerwanie, co nie często się dzisiejszym kompozycjom zdarza. 

Zapach zatem można podzielić na część pierwszą - piękną i szyprową oraz drugą, kwiatowo-cierpką. Mnie zdecydowanie bardziej podoba się ta pierwsza, z drugą zupełnie jest mi nie po drodze. Niezdecydowane i rozdarte White Patchouli miota się pomiędzy tymi nutami. Jakże kapryśne i zagubione jest te pachnidło! Aż boję się je stosować, aby nie przejąć po nim tych cech. 

Flakon w cudownie śnieżnej bieli i paczuli w nazwie zadziałały na moje zmysły, kusząc marzeniem o woni w białym odcieniu tego zmiennego niczym kameleon aromatu. Troszkę się więc zawiodłam nie odnajdując go w nim wcale. White Patchouli uważam zatem za zmarnowany potencjał, gdyż jego wstęp zapowiadał się naprawdę okazale. 



6 komentarzy :

  1. Mnie się zapach paczuli kojarzy z zapachem mchu w lesie. Przypuszczenia moje biorą się z wąchania olejku paczulowego, którym była nasączona ekoświeca, którą kiedyś miałam. A Tobie jak kojarzy się zapach paczuli? Bo może właśnie był w tym lesie, w tym mchu? Jak sądzisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paczula jaką ja znam jest trochę zatęchła, piwniczna i ziemista. Zgadzam się z Kasiunią, rzeczywiście chyba kryje się gdzieś w tym mchu, tyle że dość szybko znika.

      Usuń
    2. Zapach paczuli mnie się kojarzy bardziej z wilgotną ziemią aniżeli lasem i mchem. Wiem, że są rózne jej odmiany, jedne pachną bardziej chłodno, inne są cieplejsze i słodsze, jednak nie znam wszystkich, a spośród tych, które dane było mi poznać, nie znalazłam żadnej w White Patchouli.

      Usuń
  2. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że zapach można podzielić na dwie części. Ta pierwsza niestety trwa bardzo krótko, a szkoda bo mnie podoba się o wiele bardziej, druga to (jak dla mnie) już głównie kremowe białe kwiaty. Mimo wszystko lubię ten zapach, z pewnością bym nim nie pogardziła, aczkolwiek sama raczej nie kupię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach zapomniałam dodać - jak zwykle bardzo przyjemna recenzja. Lubię Twój styl opisywania zapachów. Trochę poetycki, ale wciąż konkretny. Takie opisy lubię czytać :)

      Usuń
    2. Dziękuję :):) Bardzo mi miło :)

      Usuń