Lancome TRESOR

Perfumy te wylansowane zostały w roku 1990 i pomimo ćwierćwiecza istnienia wciąż cieszą się niebywałym zainteresowaniem. Fenomenem jest fakt że pomimo, iż od tamtej pory przeszły kilka reformulacji, ich popularność nie zmalała.





Kim jest Kobieta nosząca Tresor? To tańcząca boso przy zachodzie słońca niewiasta, która swym zachrypniętym, niskim głosem, nuci melodię. Pochłonięta tańcem nie zauważa niczego wokół siebie, - liczy się tylko ona, miękka trawa pod stopami i jasny księżyc na niebie. Nic więcej nie ma dla niej znaczenia. Po prostu nic.

Lancome Tresor pachnie głównie brzoskwinią. Intrygujący jest fakt, że to wcale nie jest zapach brzoskwini świeżej czy choćby słodkiej, zalanej syropem i wyjętej z puszki. Akord ten jest dziwny, plastikowo-gumowy, a do tego szorstki, twardy i chropowaty. W wielu kompozycjach nuty kojarzące się z plastikiem by odstręczały, tutaj natomiast są kapitalne! Czegoś takiego nie spotkałam jeszcze nigdzie indziej.


Ta gumowa brzoskwinia kontrastuje z cierpką różą i słodkim bzem. Całość jest wyrazista, trwała, elegancka, powtórzę raz jeszcze - chropowata. Nie układa się na skórze w sposób subtelny, ona ją drapie, wgryza się w nią. Panoszy się przy tym, ewoluuje, rozprzestrzenia się. Kompozycja ta nie jest ani typowo kwiatowa, ani tymbardziej owocowa. Drzewny, suchy akord pojawiający się w bazie nie pozwala jej wpisać się w sztywne ramy. 

Pachnidło wybrzmiewa wielowymiarowością i charyzmą. Pomimo gumowego akordu nie jest sztuczne ani płaskie, a luksusowe i wyszukane. Słodycz jest tutaj taka nieoczywista, taka gnuśna, kapryśna i cierpka.

Do tej pory klasyczne Lancome Tresor uważałam za najlepsze spośród wszelkich L'eau, Rose czy Lumineuse. Zapach ten od lat widnieje na mojej wish-liście, jednak jakoś do tej pory nie skorzystałam z okazji nabycia go. Wszystko się zmieniło, odkąd poznałam jego najnowszą wariację, La Nuit, ale o tym... w następnym poście :)

Skład perfum:
ananas, bez, brzoskwinia, kwiat moreli, konwalia,bergamotka, róża, irys, jaśmin, heliotrop, morela, drewno sandałowe, żywica, piżmo, wanilia



8 komentarzy :

  1. Flakon zniewala... skład zapachowy zachęca do kupna ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tresor właśnie przemówił do mnie zachrypniętym głosem "kupuj mnie natychmiast" :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Całkiem podobały mi się te perfumy, podobnie jak ich wersja in love :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie In Love zupełnie nie przypadła do gustu :) Taka rozwodniona, mocno owocowa. Klasyk i La Nuit pozostają moimi faworytami :)

      Usuń
  4. Mam do dziś pierwszy flakonik - miniaturkę. Kupiła te perfumy mama, totalnie zauroczona zapachem :) Jako że wtedy miałam lat, hmmm, naście, nie mogłam się zdecydować czy go lubię, czy wręcz przeciwnie ;) Jest w tym zapachu nuta, która kojarzy mi się z aromatem rozgrzanego letnim słońcem asfaltu. A z kolei ostatnia wersja Tresor, ta różana, to zupełnie inna bajka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Farciara z Ciebie, w takim wieku otrzymać od mamy tak wspaniałe perfumy :) Nie dziwię Ci się jednak, że mogły Ci się wtedy nie spodobać, do nich trzeba mieć "wiek" :P (O czym świadczy choćby zauroczenie zapachem Twojej mamy)

      Usuń
  5. To jeden z moich pierwszych zapachów razem z Poeme pamiętam że był świetny ale mało trwały natomiast Poeme miał taki ogon że każdy kojarzył mnie z tym zapachem.Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poeme, Tresor, Dior Dolce Vita - to przepiękne klasyki, masz świetny gust :)

      Usuń