Bvlgari Omnia Crystalline

Dyskretne, wiosenne szepty wymuszają na mnie ostatnimi czasy testy pachnideł świeżych i lekkich. Górę nade mną biorą emocje, jestem w tym okresie niebywale romantyczna i spokojna.



Rozpoczynają się najpiękniejsze miesiące w roku - kocham wiosnę i czuję przypływ ogromnej energii gdy wzrok mój przykuwają kwitnące kwiaty na drzewach. Dlatego też od kilkunastu dni wariuję na punkcie pachnideł zielonych i świeżych.
Dziś zachwycam się zapachem lekkim, schłodzonym i jednocześnie rozmarzonym niczym wiosenny poranek - Bvlgari Omnia Crystalline.

Perfumy witają mnie akordem białych lilii i konwalii otulonych promieniami słońca. Przez tę romantyczną mieszankę przebija się zapach soczystej i kuszącej trawy - jest prosto, przejrzyście, subtelnie, a do tego rześko i swawolnie.
Aromat ten wprawia mnie w absolutnie fantastyczny humor. Wiosna czai się tuż za rogiem!



Po energetycznym otwarciu przebija się akord zielonej herbaty - jednak nie zaparzonej i parującej, a świeżej, w postaci suszonych liści. 
W tej chwili Omnia jest zapachem chłodnym, wręcz zimnym - emanuje przenikliwym chłodem, takim, jakiego pragniemy i potrzebujemy podczas upalnych chwil. Wrażenie przenikliwego zimna wydobywającego się z kompozycji spotęgowane jest aromatem piżma, którego w niej nie brakuje.
W dalszym etapie nadchodzi soczysta i cierpka limonka - skrapia swym sokiem liście herbaty i płatki kwiatów, tworzy energetyczny drink, pity z kruszonym lodem i parasolką podczas letniego wieczoru. Ach, jak przyjemnie!



Pachnidło zadziwia swą urodą - ukazuje się niczym wodna nimfa, wpatruje się w nas przenikliwym, chłodnym spojrzeniem, jednakże w oczach tych czai się również błysk, zapowiadający zmysłową grę, przepełnioną sztuką uwodzenia i elegancji.
Omnia Crystalline zachwyca moje zmysły. Jej delikatny, chłodny dotyk sprawia, że błogo się uśmiecham, a słodki czar, leniwie dozując swe soki pozwala mi cieszyć się zapachem przez długie godziny.

Perfumy dzięki swemu chłodnemu oddechowi idealnie współgrają z ciepłą skórą. To kompozycja, którą warto zabrać ze sobą na wakacje - podczas letniego spaceru doda nam ochłody i świeżości, ale i zagwarantuje słodką przyjemność. 


Skład perfum:
bambus, japoński owoc nashi, lotos, herbata, piżmo, mech dębowy i drzewo gwajakowe.



10 komentarzy :

  1. Jeszcze nie poznałam tego zapachu. Też myślę o przejściu na stronę świeżaków, ale czarny Balmain mnie kusi ;) Choć przyznam, Twoja wiosna bardzo mi się podoba! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czarny Balmain jest cudowny, zakochałam się w nim od pierwszego niuchnięcia! Jednak wiosną meczą mnie takie drapieżne, drzewne zapachy, wolę pachnieć eterycznie :P

      Usuń
  2. są piękne, obecnie jedne z moich ulubionych ! Dodam ze mam wersje edt

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie znam edt, bardzo się rózni od edp?

      Usuń
  3. Bardzo, bardzo lubie pachnieć tymi perfumami własnie wiosną - są takie śliczne, rześkie ale nie cytrusowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nuta cytrusowa gdzieś się w nich odzywa, nie jest jednak nachalna jak w wielu innych rześkich kompozycjach - na plus!

      Usuń
  4. Jeden z moich ulubionych zapachów, mam już trzeci flakon. :) Jak dla mnie, łączy w sobie wiele przeciwieństw, co sprawia, że pasuje na wiele okazji. Potrafi być rześki, chłodny i świeży, energizujący... ale też kobiecy, miękki, czasem otula delikatną mgiełką.

    /wersja edt podoba mi się bardziej od edp/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę poznać więc tę wersję, jesteś już drugą osobą, która o niej wspomina, a ja poznałam tylko edp. Masz rację - te perfumy pomimo chłodu, świeżości, są niezwykle eleganckie. Piękne!

      Usuń