Guerlain La Petite Robe Noire EDP

Guerlain La Petite Robe Noire - kuszące, migdałowe ciasteczka pływające w wiśniowym syropie 





Podczas, gdy rodzina La Petite Robe Noire Guerlaina powiększyła się o kolejne dziecko, a mianowicie Ma Robe Petales (która według mnie jest jego najsłabszą i tym samym nie wartą opisywania wersją), ja postanowiłam skupić się na matce całej tej zapachowej rodziny - wodzie perfumowanej LPRN - pierwszej, klasycznej, najtrwalszej i zdecydowanie najpiękniejszej.

Otwarcie jest gęstym, klejącym się wiśniowym syropem. Zlizuję go z palców, uważając, by przypadkiem nie skapnął mi na śnieżnobiałą bluzkę. Jestem oczarowana jego aksamitną konsystencją, burgundowym odcieniem a przede wszystkim pysznym, słodko-cierpkim smakiem. Zaczarowany świat Guerlaina odkrywa powoli przede mną swe tajemnice...
Kolejno dają się wyczuć świeżo upieczone, pachnące i ciepłe jeszcze migdałowe ciasteczka, oblane słodkim lukrem waniliowym. Jest też lukrecja - ciężka i aromatyczna oraz paczula w wersji bardziej czekoladowej aniżeli ziemistej.
Wrażenia lekkości dodaje perfumom towarzysząca w minimalnej ilości aczkolwiek wyczuwalna w całej piramidzie zapachowej zielona, soczysta bergamotka. Ujarzmia tę kompozycję oraz ratuje ze szponów przenikliwej, upojnej słodyczy.



Zapach ten nie jest specjalnie skomplikowany, jednak ma w sobie pazur, który powoduje, że chce się do niego wracać. Jest w równym stopniu ogoniasty, ciepły, słodki i gęsty jak i wyrafinowany oraz niebanalny. Od początku oczywiste jest, że ma się do czynienia z kompozycją piękną oraz luksusową.

Po małą czarną Guelaina sięgam w te dni, gdy pragnę poczuć się jak modna, wdzięczna i optymistycznie nastawiona do życia kobieta. Kiedy dość mam dorosłości oraz wszelkich związanych z nią "dobrodziejstw". Kiedy mam ochotę  niczym nastoletnia koza dotykać raz jeszcze tych samych błędów, lecz tym razem ich nie popełniać. Spoglądać z boku na samą siebie i się uśmiechać.

Perfumy te zachwycają swą zadziornością i arogancją. Nie polecam je tym z Was, które nie lubią kompozycji tego typu - skupiających na sobie uwagę innych, zalotnych i nie stroniących od flirtu. Reszta będzie się czuć w nich znakomicie :)

Zapach ten powstał w 2012r. spod ręki wybitnego perfumiarza Thierry Wassera.

Skład perfum:
bergamotka, migdał, czerwone jagody, czereśnie, herbata, róża, lukrecja, irys, paczula, wanilia, anyż, fasolka tonka.




16 komentarzy :

  1. Uwielbiam!
    Czytając Twoje posty coraz bardziej utwierdzam sie w przekonaniu, że mamy podobny gust:)
    A ''Mała Czarna'' rzeczywiście nie jest tak po prostu słodka, ma w sobie taką jakby..... tajemniczośc? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie również tak się wydaje :) Zauważyłam, że coraz więcej przybywa mi Czytelniczek o takim samym guście, co ja :) Bardzo się z tego cieszę :*

      Usuń
    2. Na mnie ona wogole nie wydobydwa zapachu,wogole sie rozwija....stracila swoj zapach do 10 minut od spryskania...

      Usuń
    3. Jest to bardzo piekny zapach.....Na mojej cioci pachnie caly dzien wiec zachecona pobieglamdo Sephory i czar prysnal.Florebomb rowniez to samo.Panie w sklepie byky w szoku,ze tak trwale zapachy sie sttacily.

      Usuń
  2. Bardzo je lubię, ale najbardziej wersję Couture, której uroczy flakonik gości na mojej półeczce :) Opis super, idealnie odzwierciedla zapach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Couture też już kiedyś zamieściłam post - zapach inny, lżejszy, bardziej malinowy aniżeli wiśniowy, lecz prześliczny, zgadzam się :)
      Dziękuję :*

      Usuń
  3. Wiedziałam, że mam dziś ochotę na coś konkretnego, ale nie umiałam odgadnąć na co - na szczęście tą świetną recenzją mi pomogłaś ;) lecę szukać w próbkowym pudełku odlewki małej czarnej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szukaj, szukaj i przyjemnego niuchania :)

      Usuń
  4. Chyba by mi się spodobały! Za to Twój opis spowodował, że mam się ochotę najeść słodyczy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, nie taki był mój zamiar żebyś się teraz przeze mnie objadała :) Lepiej skocz do perfumerii na testy :)

      Usuń
  5. o tak, la petite ma pazur i jest obłędnie czereśniowy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmiem twierdzić, że w tych perfumach zamknięto najpiękniejsze czereśnie z jakimi miałam do czynienia :)

      Usuń
  6. Aż mam ochotę się nią wypsikać!!
    Ale tak się składa, że dzisiaj noszę The One Desire - całkiem ciekawe doświadczenie ;)

    Perfumoholiczko, trochę przesadziłaś z tym , że Ma Robe Petales nie warto opisywać! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę przesady nie zaszkodzi :) Choć faktycznie nie podoba mi się ta wersja......
      A The One Desire bardzo lubię! Strasznie przypomina mi Pour Femme

      Usuń
  7. Brzmii ciekawie :) Pamiętam, że wąchane na bloterze całkiem mi się podobały :) A to dziwne, bo do tej pory żaden zapach Guerlain mi się nie podobał :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Od jakiegoś czasu mam własny flakon LPRN i jestem tymi perfumami oczarowana! Piękne, kobiece i z charakterem, za to je wielbię :-) Gabrysia L.

    OdpowiedzUsuń