Chloe Love Story

Lekki, kwiatowy eliksir na odczarowanie przedwiośnia - Chloe Love Story.






Jeśli chodzi o zapachy marki Chloe, uważam, że większość z nich jest przyjemna i wdzięczna, ale jednocześnie zadziorna. Mają w sobie nutkę ostrej jak brzytwa zmysłowości, schowanej w cieniu pylistych, dyskretnych kwiatów. Marka ta trzyma się ustalonej przez siebie wizji kobiety Chloe - eterycznej, delikatnej, a przy tym nieprzyzwoicie seksownej. Tak ja ją widzę.

Chloe Love Story to kolejny zapach stuprocentowo "Chloe": jest świeży, łagodny, pogodny, romantyczny, elegancki i starannie dopracowany. Silnie kwiatowy, ale z bogatym, szyprowym sznytem. Skrywa w sobie subtelne odcienie cedru oraz jaśminu.
Myślę, że świetnym zabiegiem marketingowym był wybór Clemence Poesy jako jego ambasadorki- jej młodzieńczość i romantyczność idealnie wpisują się w koncepcję perfum.



Chloe Love Story jest echem marzeń o romantycznych uniesieniach i kradzionych pocałunkach.

Najmocniej wyczuwalnym aromatem w tych perfumach jest kwiat pomarańczy i neroli, których rześkość budzi mnie do życia. Początek zdecydowanie słodszy aniżeli rozwinięcie. Z każdą minutą robi się coraz intensywniej, coraz bardziej pomarańczowo. Nie jest to jednak zapach skórki pomarańczowej, a bardziej pasteryzowanego soku z tego owocu.
Piżmo rozpościera nuty po płótnie, dzięki niemu rozlewają się i rozrzedzają. Płynnie na siebie nachodzą, nucąc tę samą melodię.

Owinięta w zapach Love Story czuję się niebywale spokojna i zrelaksowana. Nie są to perfumy nazbyt oryginalne, ale świetliste, rozkoszne i nieuciążliwe. Dość przypominające Neroli Yves Rocher.


I nagle przestają istnieć powody, dla których należałoby sobie odmówić następnych aplikacji. Bo i dlaczegóż by miało to nastąpić? Chloe Love Story sprawi, że poczujesz się miło, świeżo, bezpretensjonalnie i lekko. I nie spodziewajmy się od niego niczego więcej - od samego początku było wiadomo że tylko (lub aż) tyle jest w stanie nam te pachnidło zaoferować, nie kłamało ani nie zwodziło. Jego przekaz jest jasny - to woń sympatyczna i łatwa. Na ciepłe poranki.

Poza tym, Chloe Love Story, ujrzane w przelocie, zachwyciły mnie swym flakonem przypominającym elegancką kłódeczkę z zawieszoną wstążką. Ich słodki wygląd sprawia, że chyba każda kobieta chce mieć te perfumy na własność.


Skład perfum:
neroli, kwiat pomarańczy, stefanotis, cedr, piżmo





13 komentarzy :

  1. myślę, że byłby idealny dla mnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz spróbować, inaczej się nie przekonasz :)

      Usuń
  2. Pierwszy kontakt z chloe love story - wow, śliczny, landrynkowy. Później niestety coraz gorzej, kwiatki mocne cytrusy. Także nie dla mnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapach dość intensywnie ewoluuje na skórze, u mnie również. Początkowa słodycz ucisza się i wyskakują kwiatki, masz rację - ale według mnie są bardzo pozytywne :)

      Usuń
  3. Uwielbiam Clemence Poesy :) Zapach taki sobie, jak napisałaś -lekki i przyjemny, ot co!
    Od Chloe lubię najbardziej Roses de Chloe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Roses jest lżejsza i bardziej subtelna od Love Story, ale równie śliczna. I przyjemna.

      Usuń
  4. Od Chloe najbardziej lubię tę serię orginalną różaną, zieloną świeżą i beżową klasyczną, z czego właśnie beżowa wersja to moje perfumy wszechczasów :) See by Chloe też są ciekawe :) Reszta jakoś nie bardzo mi się podoba, śmialiśmy się kiedyś z chłopakiem z Love (tej z łańcuszkiem przy zatyczce), że śmierdzi kiszonym ogórkiem...i to nie żart, te perfumy naprawdę coś w sobie mają z kiszonego ogórka :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyczuliście w Love, Chloe kiszone ogórki??? O matko :)
      Wersje, które wymieniłaś są według mnie najlżejsze, zwiewne niczym letnia sukienka. Love Story jest już bardziej intensywna, mocno kwiatowa - także kto co lubi :)

      Usuń
  5. Perfumy przypadły mi do gustu, mimo że generalnie kwiatowych kompozycji nie lubię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się - mają w sobie coś fajnego, co przyciąga :)

      Usuń
  6. Odwiedzam Cię po raz pierwszy, więc zacznę od "Cześć!" :) A jeśli chodzi o Love Story... to przyznaję, że nie przepadam za perfumami Chloe, a ten jako pierwszy przypadł mi do gustu. Jest bardzo pogodny, świetlisty, zalotny, ale niezobowiązujący -- w sam raz na co dzień w cieplejsze dni. :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj kochana :)
      Ja z kolei Love Story odbieram jako jeden z mocniejszych zapachów o Chloe. Choć nadal jest to lekki, wiosenny aromat :) Rozumiem więc że takie delikatne pachnidła są zupełnie nie w Twoim stylu?

      Usuń
    2. To prawda, że zazwyczaj ciągnie mnie w stronę perfum raczej zimowych, otulających. Z przyprawami, kadzidłem, oudem... Ale często czarują mnie też lżejsze kwiatowe zapachy, zwłaszcza wiosenne róże. Tylko w cytrusach rzadko mi dobrze, często wychodzi z nich na mnie taka "odświeżaczowa" nuta albo wręcz cierpkość. ;) Chloe w większości odbieram jako... hmm... duszne.

      Usuń