Burberry Body

Burberry Body - bezwstydna nagość smagana świeżym powiewem wiatru




Ciało, zwłaszcza nagie, kojarzone jest zazwyczaj ze zmysłowością, seksualnością i czystością. Może być traktowane w kategoriach sztuki lub być pozbawione jakiegokolwiek smaku. Coraz rzadziej wzbudza kontrowersje, nikogo już nie szokuje, niezmiennie zachwyca jednak swym naturalnym pięknem. Zapach nagiego ciała natomiast potrafi być ekstremalnym afrodyzjakiem - zwłaszcza, gdy jego właścicielem jest kochana przez nas osoba.

W wypadku perfum Burberry Body nazwa nie jest przypadkiem - perfumy emanują grą blasków i smaków czystego, nagiego ciała.
Początek jest lepkim balsamem do ciała, pachnącym słodką, lecz subtelną brzoskwinią - wytworną i miękką, pochodzącą z ekologicznego sadu, której na co dzień nie brak słońca. Towarzyszy jej świeżość ciała tuż po porannym prysznicu, jeszcze parującego od dotyku gorących kropel wody. Suchość piżma, zamaskowana gdzieś za oparami ciepłej i wilgotnej skóry, drapie i wgryza się w czubki palców. Jedynym wyczuwalnym przeze mnie akordem kwiatowym jest tutaj frezja - pachnie niczym odrobinę aromatyzowane lizaki, dyskretnie jaśnieje na tle brzoskwiń zanurzonych w piżmie. Całość jest gładką, spójną, lepką i doskonale błyszczącą fakturą, bez wynaturzeń i zaostrzeń.



Burberry Body to kompozycja nadzwyczaj bliskoskórna, cielesna i zmysłowa. Jej emanacja to szczyt subtelności - nie sądzę, by była wyczuwalna przez otoczenie nawet po spryskaniu się nią od włosów aż po czubki placów u stóp.

Absolutnie niewinna i silna zarazem uroda tego zapachu zapewniła mu jednak nie lada sukces sprzedażowy, co świadczy o fakcie, że istnieje grono kobiet lubujących się w tak intymnych pachnidłach, wyczuwalnych zaledwie w ich nozdrzach i zapewniając im niemalże kwarantannę. Niestety, o ile jego krótką projekcję jestem mu w stanie wybaczyć, o tyle słabą trwałość już nie. Taki zapach chciałabym, aby towarzyszył mi przez cały dzień, aby przedłużał sobą uczucie świeżości, a nie znikał niczym frywolny kochanek godzinę po spotkaniu, pozostawiając po sobie niedosyt i pragnienie kolejnej schadzki...

Skład perfum;
piołun, brzoskwinia, frezja, irys, róża, sandałowiec, drewno kaszmirowe, piżmo, żywica bursztynowa, wanilia


8 komentarzy :

  1. Do mnie ten zapach nie przemówił, zbyt ulotny i taki jakiś... zwyczajny mi się wydał. Może to efekt wszechobecnej golizny, która na mało kim robi wrażenie. Ale za to bardzo, bardzo podoba mi się najnowsze dzieło: My Burberry :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MY Burberry testowałam tylko na blotterze, więc za wiele na jego temat wypowiedzieć się nie mogę :) Słyszałam jednak wiele dobrych opinii.
      Body jest ulotne. Chyba taki jego urok :)

      Usuń
  2. Uwielbiam pachnieć Body. I na mnie zapach jest wyczuwalny, Zawsze kiedy mam je na sobie, zbieram komplementy:) W dodatku jest trwały, trzyma się ok 5-6 godzin.
    Zgadzam się, że to zapach intymności, niezwykle kobiecy, działa na mężczyzn. Ja czuję się w nim fantastycznie. Ale wiem, że różne są reakcje na te perfumy, osobiście doświadczyłam na szczęście tylko tych pozytywnych:)
    Perfumy z całą pewnością warte przetestowania, mało jest zapachów w takim szczególnym klimacie, przynajmniej w mojej opinii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę jest aż tak trwały na Tobie? Gratuluję że tak świetnie Ci się go nosi :) Mojej skóry chyba nie polubił, skoro ulatnia się po 2/3 godzinkach.....

      Usuń
  3. Kate <3 Śliczny zapach, mój jeden z pierwszych :) Delikatne nutki frezji z czymś słodkim - tak go pamiętam.
    Anka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo też tak właśnie pachnie - słodko i blisko. Kate czy może prędzej Rose idealnie odpowiada moim wyobrażeniom o nosicielce tego zapachu :)

      Usuń
  4. Mi się nie podobał, miał w sobie coś irytującego...jakąś taką dziwną wybijającą się, 'sztuczną' nutę. Szczerze mówiąc chyba jeszcze żaden zapach Burberry do mnie nie trafił ;<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyczułam w tym zapachu żadnej sztucznej nuty, może te fiołki tak Cię poirytowały? :(

      Usuń