Dolce&Gabbana Rose The One

Rose The One porwie Cię do tańca, rozczochra włosy i uniesie na fali waniliowo-różanych niuansów.




Wiosenny poranek, ciepły podmuch wiatru muskający policzki, widok budzących się z zimowego snu drzew oraz trawników, śpiew szczęśliwych ptaszków, a do tego nowa sukienka, ramoneska i baleriny. Ach, jakże mi tęskno do wiosny! Wam również? To mam wspaniałą wiadomość - wiosnę da się przemycić w zapachu :) Wystarczy spryskać ciało i włosy, ewentualnie ubranie kompozycją, która paradoksalnie wiosną by nas nie urzekła, lecz w chłodne dni sprawi, że się o niej rozmarzymy i na moment zapomnimy o chłodzie na dworze.

Codzienna dawka Rose The One bowiem zaspokaja mój głód wiosny - za jej pośrednictwem wstępuję do kwiatowego raju, który już od progu wita mnie feerią barw i zapachów.

Scarlett Johansson - ambasadorka perfum D&G Rose The One

Duet złożony z róży oraz obranej ze skórki mandarynki eksploduje na mojej skórze, zatopiwszy się w naskórku rozkłada się w nim i paruje. Zapach mandarynki potęguje doznania, nie wrzeszczy jednak, a szepta, gdyż jak wskazuje nazwa, to róża jest w tym pachnidle dominantem. I choć szczerze mówiąc wolę ostre, prawie gryzące aromaty różane, tutaj lekka, nieco kwaśna ich odmiana bardzo przypadła mi do gustu. Osładza ją puder waniliowy, rozsypany i teraz luźno opadający - dopełnia sobą całość.

Baza może się wydawać, iż nieznacznie trąci banałem - bo właściwie nic więcej już się w tych perfumach nie dzieje. W Rose The One zapach olejku różanego lawiruje z owocem mandarynki oraz lekką sproszkowaną wanilią, tworząc kompozycję przejrzystą, słodką, a ponad wszystko wiosenną. 

Dolce&Gabbana Rose The One to perfumy zgrabne, nieskomplikowane i bezpieczne. Figlują i śmieją się, poprawiając nam zepsuty zimową aurą humor. Ja w taką pogodę, jaką oglądam od kilku tygodni za oknem mam ochotę tylko na takie wszelkiego rodzaju "pocieszacze" - pozytywne książki, czekoladki, ciepłe herbatki i wesolutkie, wiosenne perfumy - one są w okresie szarym i zimowym najbardziej wskazane. 

Moje dzisiejsze postanowienie brzmi: nie odmawiaj sobie tego, na co masz ochotę. I tego się trzymam.

Skład:
czarna porzeczka, grejpfrut, mandarynka, konwalia, róża, liczi, piwonia, piżmo ambrowe, drewno sandałowe, wanilia

P.S. Zachęcam do brania udziału w KONKURSIE - do wygrania masa fajnych kosmetyków :)



10 komentarzy :

  1. Moja pierwsza zapachowa miłość! Uwielbiam ten prosty, uroczy zapach i jestem pewna, ze zawsze będzie znajdował się w mojej kolekcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda Ziu, Rose The One jest bardzo uroczym zapachem :) Nic dziwnego, że się w nim zakochałaś, nie Ty jedna :)

      Usuń
  2. Muszę przetestować, jakoś nigdy ich dotąd nie poznałam
    Anka Anula

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję, że mi o nich przypomniałaś. Nie miałam z nimi przyjemności, muszę to zmienić. Ubóstwiam klasyczne The One :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja za The One właśnie nie przepadam....Rose The One jest zupełnie inny:)

      Usuń
  4. Podoba mi się zapach, podoba mi się recenzja:)
    Kiedyś nie mogłam oderwać nosa od nadgarstka, tak bardzo za mną chodziły:). Teraz także uważam je za piękny zapach, inny, niepowtarzalny. Jakoś tak wyszło, że ich nie kupiłam, miałam tylko próbkę. Ale muszę na nowo je przetestować i ... kto wie, może jednak będą moje:) fajnie, że o nich napisałaś, bo znowu czuję, że muszę je powąchać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Za mną również kiedyś bardzo chodziły, jednak później o nich zapomniałam - lubię sobie jednak zimą przypominać o takich lekkich kompozycjach, wtedy mam na nie największą ochotę :)

      Usuń