Ferrari Essence Oud

Mężczyźni kochają samochody. Nawet jeśli twierdzą, że jest inaczej - nie ma co im wierzyć. Samochody są ich fascynacją, wielką namiętnością i obsesją, którą traktują z prawdziwym namaszczeniem (hm, tak się zastanawiam - czy nie powinnyśmy być troszkę zazdrosne, Drogie Panie?).
Marki, takie jak Meredes-Benz czy Ferrari tworzą zatem perfumy, wierząc, że już sama nazwa okaże się wabikiem na mężczyzn. Chwyt marketingowy? Z pewnością, jednak i w tym wypadku znajdą się perełki, godne zachwytu. Jedną z nich jest zapach Ferrari Essence Oud.

Ferrari


Pierwszy akord to zdecydowanie oud - niepokorny, zuchwały, odziany w głęboką i aksamitną różaną konfiturę. Duet ten tworzy rozkapryszoną, lecz pełną melancholii aurę. Na myśl przychodzi mi mężczyzna w szarym, świetnie skrojonym garniturze, z papierosem w ustach, idący zasnutą mgłą ulicą. Jego magnetyczne spojrzenie spod krzaczastych brwi onieśmiela kobiety, on jednak pozostaje nie wzruszony. Pogrążony we własnych myślach brnie przez chodniki pełne kałuż....

Wynurza się nuta tłustego labdanum, przedziera na wierzch kompozycji i objawia nam swe oleiste soki. Prosi o uwagę. Nie, nie prosi - żąda jej. Chce ostentacyjnie podeptać i sponiewierać piękny oud. Ten jednak nadal tkwi i nie ma zamiaru odpuścić. Wprawdzie nie ma go już tyle, co na początku, wciąż jest jednak wyczuwalny.

Końcowe stadium perfum to  lekkie, subtelnie dymiące kadzidło, harmonijnie układające się na skórze. Jest bijącym sercem tej kompozycji. Trwa kilka godzin, w międzyczasie słabnąc i rozwijając się na nowo.


Całość wydaje się dość ascetyczna - cztery składniki, w tym jeden posiadający kobiecą cechę, nic więcej. Perfumy jednak mają fantastyczną projekcję i uparcie trzymają się skóry przez cały dzień. Moja próbka gościła na mnie przez kilka dni z rzędu, aż wykorzystana została ostatnia kropla. Nie potrafiłam przez ten czas oderwać nosa od skóry.
I choć nazwa perfum ewidentnie kojarzy się z mężczyznami i ich zabawkami, uważam, że kobieta otulona Ferrari może poczuć się wprost cudownie.

Skład perfum:
oud, żywica elemi, olibanum, róża, kminek, szafran, labdanum, skóra

zdjęcie wypasionej bryki wykorzystałam ze strony carscoops.com

6 komentarzy :

  1. Kolejny zapach do przetestowania! Uwielbiam oud :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie nie do końca go lubię - w tych perfumach jednak wybitnie mi się spodobał :)

      Usuń
  2. nie bądźmy zazdrosne ;) niech się pasje równo dzielą - tak jest fajnie :) autko <3
    a gagatka znalazłam pośród próbek - godzien uwagi faktycznie! ale W. absolutnie nie będzie używał, bo nie życzę sobie, żeby na mnie jeszcze bardziej magnetycznie spozierał spod brwi krzaczastych ;)) pozdrawiam serdecznie i dziękuję za recenzję - miło się czytało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magnetycznego spojrzenia nigdy za wiele ;) Perfumy mają według mnie taki pazur, ciężki do opisania inaczej niż właśnie jako metafora zabójczego przedstawiciela przeciwnej płci :)
      Mnie również jest miło kiedy czytasz te moje wypociny :>

      Usuń
  3. Kobiety też kochają samochody :-) Poza tym, gdyby mężczyźni interesowali się tylko nami marudziłybyśmy, że są nudni :P Nie znam tych perfum, ale nie uznaję podziałów na damskie/męskie więc chętnie sprawdzę, bo z opisu mi się podobają, a oud uwielbiam.
    Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pewnie, że kochają, choć nie wszystkie (ja np. za grosz - jest mi totalnie obojętne czym jeżdżę, byle miało cztery kółka :)
      Przetestuj, zwłaszcza jeśli kochasz oud - w tym zapachu jest go wiele i jest podany w bardzo łagodny a zarazem zadziorny sposób :)

      Usuń