SISLEY Soir de Lune

Czasem tak mam, że choć nie wiem jeszcze jak dane perfumy będą pachnieć, wiem, że będą mi się podobać. Chodzą za mną i chodzą, aż w końcu je dopadam. Mój zachwyt nad nimi jest tym większy, że pokochałam je, zanim tak naprawdę poznałam....... tak też było z zapachem Sisley Soir de Lune.





Bałam się wprawdzie jednego - że cytrusowy początek może mnie zniechęcić. Na szczęście tak się nie stało, ponieważ nuty bergamoty oraz mandarynki w ogóle nie wychodzą na pierwszy plan - są jedynie dodatkiem dla róży - nadając jej kwasowości i rześkości. Kręcą się wokół niej, nie dają spokoju, zdając sobie sprawę, że nie mają prawa posunąć się ani o krok dalej. 

Mamy więc we wstępie kwaśną, mocną różę. Tuż obok wtóruje jej cudowna, ziemista i chłodna paczula. Jej świdrujący akord jest tutaj prawdziwym majstersztykiem - uwielbiam go! Z czasem dołącza do nich miód  - jest to jednak zapach miodu świeżo kupionego od pszczelarza, nie jakiegoś roztworu miodopodobnego z marketu. Słój pachnącego, dopiero co zebranego miodu otacza swym zapachem i uwodzi. Razem z różą i paczulą dominuje w tych perfumach, a towarzystwa dotrzymują mu szczypta pieprzu oraz delikatny oddech piżma. Myli się ten, kto uważa, że jest to połączenie mdłe czy przesłodzone. Absolutnie tak nie jest! Zapach jest elegancki, subtelny i nie ma nic wspólnego z byle słodkim ulepkiem. To szypr w najpiękniejszym wydaniu.

Gdy akordy zaczynają słabnąć, wyłania się jeszcze jedna postać - mech dębowy. Upaja swoją wilgotną wonią, dodaje perfumom magii. Spowija sobą resztki miodu i paczuli. Tchnie w nich nowe życie. Razem pozostają już do końca.

SISLEY Soir de Lune to przepiękny i magiczny zapach. Otula sobą, bezczelnie uwodzi. Nie pozwala o sobie zapomnieć przez długie godziny, nie jest jednak męczący. Idealny na specjalne okazje - widziałabym w nim rudowłosą trzydziestolatkę, świadomą swojego wdzięku, twardo stąpającą po ziemi, bezczelną i z lekkością sięgającą po to, co uważa, że jej się należy.

Korek zamykający flakon, tak samo, jak w przypadku Eau du Soir oraz Eau de Sisley zaprojektowany został przez polskiego rzeźbiarza  - Bronisława Krzysztofa, współpracującego z marką. Czyż nie jest piękny?





4 komentarze :

  1. Te perfumy są wspaniałe! Rzeczywiście, można się w nich zakochać przed poznaniem ich. Ja tak miałam w wielu przypadkach. Intuicja w takich sprawach rzadko zawodzi ;)
    A korek jest wyjątkowo piękny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, bezbłędna jest w takich wypadkach intuicja - przekonałam się o tym już nie pierwszy raz! :) Choć w ciemno się jeszcze nie odważyłam kupić żadnego pachnidła :)

      Usuń
  2. Miód od pszczelarza....... aż mi smaka narobiłaś tą recenzją

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Perfumy te są całe "smakowite" - proponuję testy :)

      Usuń