Christian Dior Poison

Ognisty temperament tych perfum od zawsze przyprawiał mnie o dreszcze. I choć istnieją one na rynku od prawie trzydziestu lat, spośród ogromu dostępnych dziś zapachów wyróżniają się ponadczasowością i wytwornością.




Otwarcie kompozycji to anyżowa nalewka z dodatkiem aromatu dojrzałych śliwek. Zapach przywodzi na myśl odległe, azjatyckie kraje. Anyż powoli się wytrąca na rzecz głębokiego jaśminu obsypanego goździkiem. W oddali tli się kadzidło, niedaleko w ulach roi się od pszczół i świeżego miodu.

Miód roztapia się w różanej herbacie, przebłyskuje gdzieś laska wanilii otoczona okruchem drzewa sandałowego. Zapach ten widzę jak unosi się nad bajeczną Tajlandią, mknie przez targowiska, polany i lasy, aż dociera na plażę obsypaną mnóstwem palm.

Paradoksem jest to, że perfum tych nigdy nie użyłabym w miejscu, które przywołują mi na myśl. Są one zbyt mocne i ciężkie na letnie, gorące dni. Poison to zapach wieczorowy, temperamentny i uwodzicielski. 

Istotne jest to, że potężny ogrom ukrytych w zapachu akordów ujawnia swe walory powoli. Są one jakby rozproszone, tlą się delikatnie i subtelnie. Połączone razem dają nam uwodzicielską i egzotyczną rozkosz. Zapach ten jest absolutnie niepowtarzalny. Bogaty i trwały. Nie ma on nic wspólnego z jego późniejszymi wariacjami: Hypnotic Sensuelle, Secret, Midnight... Wart poznania.

Skład perfum:
Nuty serca - kolendra, śliwka, dzikie jagody, anyż, drzewo różane
Nuty głowy - jaśmin, goździk, tuberoza, kwiat pomarańczy, opoponaks, kadzidło, róża, miód
Baza - piżmo, drzewo sandałowe, wetyweria, ambra, wanilia, heliotrop.

Twórcą zapachu jest Eduard Fleicher, znany również ze stworzenia kilka lat później Poison Tendre, na dzień dzisiejszy wycofanych z regularnej sprzedaży. 




13 komentarzy :

  1. Dla mnie klasyczna trucizna za ciężka, choć przyznam, że miałam wersję z odlewki i nie jestem pewna jej pochodzenia :) Natomiast wszystkie wariacje na temat Poison już bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest ciężka, to fakt. Jednym się to podoba, innym nie. Ja zdecydowanie wolę klasyka od wszystkich jego kolejnych odmian :)

      Usuń
  2. to moja ulubiona trucizna. uwielbiam anyż i goździki w perfumach. marzy mi się ten flakon w mojej kolekcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja paradoksalnie nie znoszę zapachu anyżu. Np. w Diesel Loverdose jest tak duszący, że nie potrafię go znieść na skórze dłużej niż kilka sekund. Poison to jak do tej pory jedyne perfumy, w których mi on nie przeszkadza.

      Usuń
    2. diesel loverdose to moja ulubiona lukrecja z anyżem! przez długi czas byłam wręcz uzależniona od nich. za to drażnią mnie te składniki u lempickiej, bo tam są zbyt apteczne, duszące.

      Usuń
    3. Really???? Pewnie na Tobie pachną tak cudownie, że nawet bym ich nie poznała! :)

      Usuń
    4. serio, serio! otoczenie nie narzekało, więc chyba całkiem dobrze loverdose się na mnie układa ;) ale faktycznie to nie jest łatwy zapach i rozumiem, że może dusić i drażnić. [kiedyś w wakacje wyciągnęłam z szuflady chustkę, którą nosiłam zimą, kiedy używałam diesla i myślałam, że zwariuję męcząc się z anyżem i lukrecją w 24 stopniowym upale :D ale w chłodne dni uwielbiam to połączenie].

      Usuń
  3. Kiedyś byłam o krok od zakupu, ale jednak jest zbyt intensywna...:< Ciągle ją czuję i po pewnym czasie mnie to drażni :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba przyznać, że zapach jest mocny. Skoro Cię to drażni to szkoda byłoby, żeby marnował się na półce :)

      Usuń
  4. jak miło poczytać o Poison. Wspaniale opisałaś ten wyjątkowy i cudowny zapach!
    Chciałabym go mieć w kolekcji. Starą wersję, oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Również o nim marzę, jest taki jak mówisz-wyjątkowy :)

      Usuń
  5. Z tym zapachem wiążę wspomnienia z pewnego etapu mojego życia, trudnego ale z perspektywy czasu wiem, że wiele się wtedy nauczyłam i zrozumiałam. Być może dlatego dziś rzadko do nich wracam (choć są tak piękne), jednak nie wyobrażam sobie wyrzucenia tej Trucizny z mojej kolekcji. Dziękuję Ci za przypomnienie tego okresu.

    Hmm... po raz kolejny zdziwiłam się intensywnością połączeń między pamięcią węchową a emocjami. :) Myślę sobie, że my mamy szczęście, mogąc doświadczać podobnych rzeczy świadomie. :) Oby świadomość olfaktoryczna rosła i żeby więcej osób też tak mogło; byłoby wspaniale!

    OdpowiedzUsuń