Carbone de BALMAIN - bad boy

To mój pierwszy post dotyczący zapachu dla mężczyzny. Przymierzałam się do niego dość długo, ponieważ nie potrafiłam podjąć ostatecznej decyzji, o których perfumach napisać najpierw. Padło na Carbone de Balmain.

Zacznę może od tego, że uwielbiam mężczyzn dzikich, nieokrzesanych, męskich, z rozwichrzonym włosem, silnych, seksownych. Nie dla mnie metroseksualny laluś z buźką jak dziewczynka i wystylizowaną fryzurą. Facet ma mieć coś z jaskiniowca i dżentelmena zarazem. Dlatego zapach, jaki go odzwierciedla, powinien być drapieżny, dymny i mroczny, bezapelacyjnie przyciągający i seksowny. 
Ma być mocno, dziko i pożądliwie!






Carbone de Balmain, to właśnie taki zapach: dziki z natury, zwierzęcy i bezkompromisowy. We wstępie zachwyca świeżą gałką muszkatołową, która kręci w nosie i z początku lekko przytłacza swym aromatem, by po kilku minutach delikatnie osnuć się suchym i gorzkawym akordem kadzidła. Nuty te łączą się i moszczą bezczelnie na skórze, ulatniając hipnotyzujące opary, które za moment toną w aromatycznym rumie. Tutaj słodkość otacza się goryczą, a dymność emanuje erotyzmem. Nie ma miejsca na nudę, ewolucja kompozycji zachwyca łagodnymi przejściami z mrocznych, korzennych akordów w bardziej otulające i ciepłe.
Zaciągam się mocno zapachem, aby wwiercił mi się przez nozdrza aż do utraty tchu. Dużym zaskoczeniem było dla mnie poznanie składu perfum. Nie sądziłam, że jest on aż tak rozbudowany, a przede wszystkim że wcale nie ma w nim nut, które ja tak intensywnie wyczuwam! 

Perfumy te w zetknięciu ze skórą tworzą mistyczne i erotyczne doznanie. Mam wrażenie, że zapach ten krzyczy, wręcz wrzeszczy, a głos ma doniosły. Dwie godziny później niestety dosięga go chrypka. Właściwie po godzinie już głos mu się załamywał, miałam jednak nadzieję, że jeszcze nabierze tchu. Rozpylam jednak ponownie jego woń na skórze i podroż zaczyna się od początku. 



Skład perfum: żywica elemi, piżmo, benzoes, pieprz bourbon, bluszcz, liść fiołka, wetyweria, kadzidło i czarna figa.

Cena: 359zł/100ml 



3 komentarze :

  1. Bardzo dobry wybór pierwszego męskiego zapachu do recenzji. :)
    Na mnie także Carbone szybko znika. Zbyt szybko, niestety. Ale wart jest flakonu, mimo tego mankamentu. U mnie nawet 2 flakonów. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :) Witam Cię Sabbath w moich skromnych blogowych progach :)

      Usuń
  2. Jaskiniowca i dżentelmana. Fajnie... Tylko czemu wklejasz zdjęcie zblazowanego i wystylizowanego na staranną niedbałość lalusia. Taki on męski jak wasz Carbone. Jako pierwsza perfumoblogerka zrecenzuj Quorum i wklej Charlesa Bronsona z Człowieka z harmonijką.

    OdpowiedzUsuń