Thierry Mugler ALIEN edp

Na przekór fantastycznej, wakacyjnej pogodzie, dziś będzie o perfumach, które nie są na lato. I nie są na co dzień, mało tego, nie są dla każdego. Mowa o Alien Thierr'yego Muglera. Zapachu światła.

Można je kochać, lub nienawidzić. Można uznać za zabójcze, lub za idealne i cudowne. Zdania są podzielone. Bo Alien wzbudza kontrowersje, droczy się z nami i pokazuje pazury. 




Te orientalno-drzewne perfumy mają w swojej budowie tylko 5 składników : jaśmin wielkolistny w nucie głowy, nuty drzewne i zielone w sercu oraz mnóstwo ambry i wanilii w bazie. Oczywiście w zapachu króluje jaśmin i to on gra tu główną rolę. Jest bezkompromisowym Hamletem, wyrafinowanym egoistą, przebiegłym cwaniaczkiem. I choć według zamierzeń twórców zapachu, czyli Dominique Ropion oraz Laurent Bruyere, Alien jest istotą z innego świata, dla mnie jest przyjacielem, który doda mi otuchy w gorsze dni. 

Perfumy mają niesamowitą moc, trwałość i ogon. Są niezastąpione dla osób pragnących zapachu nietuzinkowego i głębokiego. Jego delikatnie przebijająca się woń nut zielonych tylko na chwilę daje o sobie znać, by zaraz potem niczym książę Hamlet, wkroczyć drżącym krokiem na drogę zła i ciemności. Paląca namiętność księcia do Ofelii jest ukoronowaniem Aliena, z którego zaczyna buchać erotyczny i nieujarzmiony jaśmin, zatruty ambrą i wanilią. Ogień tych perfum rozpala zmysły i pozwala się w sobie zatracić. Nie należy jednak z tym ogniem igrać, gdyż może otoczenie przyprawić o nudności. Nie każdy bowiem wielbi Aliena i nie każdy prosi o bis ze łzami w oczach. Dla niektórych to przedstawienie kończy się na II akcie i ukradkiem uciekając z sali, lub przysypiając na fotelu będą pragnęli o tej grze jak najprędzej zapomnieć. Nie winię ich za to. O gustach nie zamierzam dyskutować. 



Ciekawostką jest to, że niektóre flakony mają możliwość napełnienia ich perfumami, a niektóre nie. Trzeba na to zwrócić uwagę przy zakupie, gdyż te otwierające się są o wiele droższe. Kolejna sprawa, to możliwość napełnienia swojego flakonu w wybranych perfumeriach dzięki postawionym butlom z perfumami. Podchodzi konsultantka, napełnia nam flakon Alienem i kasuje. Cóż za luksus!


12 komentarzy :

  1. Odpowiedzi
    1. Jak każda zwariowana osoba na punkcie perfum :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Zauważyłam, że mamy wiele wspólnych zapachów, które lubimy:)

      Usuń
  3. Wspaniała recenzja!
    Gratuluję odwagi, pisanie o Alienie to niezłe wyzwanie :)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja wciąż nie mogę nigdzie zobaczyć tych słynnych fontann do napełniania. W Polsce chyba nie są zbytnio eksponowane.

    Sam zapach wielki. WIELKI. Podobnie go widzimy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Krakowie w Galerii Krakowskiej (w Douglasie) jest ta machina napełniająca, ale jak fontanna to to nie wygląda :P

      Usuń
    2. Też ich nie spotkałam, opowiedział mi o nich (machinach, fontannach etc.) bardzo sympatyczny konsultant w jednej z perfumerii w Katowicach. Podobno wyglądem przypominają beczki z piwem :)

      Usuń
    3. Widziałem je w Bielefeld w Niemczech. Angel i Alien (Womanity chyba nie, ale mogę się mylić). Fajnie to wygląda :)

      Usuń
  5. Pamiętam jak ze 100 lat temu dostała je moja kuzynka i wtedy zobaczyłam je i poczułam pierwszy raz.Byłam strasznie zszokowana butelką i ogólnie w głowie myśli co to jest , jak to ugryźć.
    Za zapachem nie szaleje ogólnie staniki nie latają , majtki też na swoim miejscu , wole Angela albo Womanity które kocham :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja również bardzo lubię ten zapach, ale niestety jest bardzo popularny przez co traci swoją unikatowość. tym bardzij wtajemniczonym w świat perfum polecam baldinini or noir

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest dość popularny, ale nie aż tak, żebym go przestała uwielbiać :)

      Usuń